Etnologia.pl
Etnologia | Kultura | Antropologia|
|
ISSN 2081-8335 |
O serwisie
Zadaniem, jakie stawiamy przed sobą, jest uwolnienie etnologii z jej akademickiej niedostępności; wykazanie, jak daleko i szeroko poza mury uczelni może sięgać zdawałoby się wšska dyscyplina ...
czytaj...
Multi-Kulti
Tabloid - symbol upadku kultury?
Etnologiczne spojrzenie na rzeczywistość
Serwis etnologiczny
Świat
|
Ciekawy artykuł? Zamieść na:
|
"Od Chicago do Pine Ridge".
Problemy kulturowe współczesnych Indian Ameryki Północnej - na podstawie własnych refleksji z podróży przez Amerykę
Akulturacja obok asymilacji to zjawisko, którego konsekwencje w zależności od charakteru działań podejmowanych przez społeczności w nim uczestniczące, prowadzi do zupełnej dekulturacji lub powstawania kultur o wyraźnie synkretycznym charakterze. Problem zderzenia kulturowego (religijnego, etnicznego) obowiązuje również dzisiaj stając się poważnym lecz nie poważanym zagadnieniem polityki wielu państw pluralistycznych. Podobna sytuacja nie jest obca także Stanom Zjednoczonym, w których potrzeby autochtonicznej ludności - paradoksalnie stanowiącej dziś mniejszość etniczną - są lekceważone i sprowadzane do problemów marginalnych. Czy postawa buntu podejmowana jeszcze dziś przez niektóre plemiona powinna wreszcie ustąpić kulturowemu poddaństwu dominującej cywilizacji? A jeśli tak, to dokąd podąży akulturacja i jakie będą jej następstwa?
Mówią, że inność rodzi złość... Ale mówią też, że inność rodzi fascynację. Współistnienie obok siebie zupełnie różnych światów pozwala na powstawanie synkretyzmów kulturowych, pomnażanie "dobytku" ogólnej skarbnicy ludzkich doświadczeń i wiedzy, bogaty wkład człowieka we własną historię oraz wznoszenie imponujących "pałaców kultury" budowanych z uzupełniających się elementów odmiennego pochodzenia, a przez to jeszcze bogatszych i piękniejszych. Sytuacja poszanowania wzajemnych odrębności wydaje się jednakże funkcjonować tylko we własnych wyobrażeniach idealnego społeczeństwa, dualistycznego pod względem kulturowym. Ale czy współczesne amerykańskie media nie kreują wizerunku Stanów Zjednoczonych jako idealnego państwa?
Stereotyp amerykańskości funkcjonujący w wielu kulturach świata nierzadko sprowadza się do sielankowych wizji Ameryki utożsamianej z "krainą mlekiem i miodem płynącą". Stany Zjednoczone, "heaven" w niejednym ludzkim wyobrażeniu, "zbawiciel narodów ciemiężonych", dla zagubionych "przystań", dla zrezygnowanych "raj", ale nade wszystko kolejny naród pretendujący do miana wybranego. Nowe Jorki, Filadelfie (które w przyszłości runą pod własnym ciężarem) to potęga i moc drzemiąca w "szklanych domach", "wieżach Babel", po których ludzkość wspina się do Nieba; w stali, marmurach, żeliwie.
Podobne wyobrażenia rodzą wśród dumnych Amerykanów przekonania o ich wyimaginowanej wyższości nad innymi narodami, co umacnia rządowa propaganda powszechnie głosząca idee równości oraz postrzegająca własne państwo jako opokę wolności i ostoję ludzkich praw; strażnika strzegącego względnej harmonii i uporządkowania bezładu jakim jest dzisiejszy świat techniki audiowizualnej, maszyn, wojen biologicznych i upadłych etosów. Oto wielkie hasła pozbawione sensu gdyż niewykonalne - pod przykrywką wzniosłych słów tkwi codziennie fałszowana rzeczywistość.

I gdzie w tym skarbcu szlachetnych myśli (rzucanych na wiatr) i pięknych idei (całkowicie złudnych) znaleźć miejsce dla autochtonicznej ludności setki lat temu upojonej alkoholem, rozproszonej i zamkniętej w rezerwatach?
Wyższość interesów dominującego społeczeństwa Białych stawiana jest nierzadko ponad potrzeby Indian, którym usta knebluje się obietnicami, pieniędzmi, lub których ucisza się nie dotrzymywanymi traktatami. Pojęcie wolności pozostaje tylko abstrakcją, czymś w rodzaju marzenia lub nieuchwytnego snu. Erę Wielkich Indian zamyka ludzkość w mrokach niepamięci, do której powoli wtłacza również ich tradycję, sposób myślenia, światopogląd, kulturę (nie zaś jej komercyjne "przepoczwarzenia"). Ilu lat jeszcze potrzeba by tę barwną choć okrutną przeszłość wypchnąć spoza obszaru pamięci? Ilu wysiłków by asymilację uznać za zamkniętą?
Tradycyjność kultury współczesnych Indian nierzadko tkwi już tylko w świadomości jej członków. Część rodzimej ludności, która uległa "wymieszaniu" z napływającymi Europejczykami, od wielu pokoleń w ogóle nie utożsamia się z historią swoich przodków. Czy bycie Indianinem wymusza konieczność ukorzenia się przed członkami dominującej cywilizacji i rodzi poczucie bycia gorszym? Wydaje się, że podobną sytuację w sposób zupełnie świadomy powoduje właśnie owe państwo pretendujące do miana stróża ludzkich praw, a zwłaszcza tych najświętszych, prawa do wolności i ludzkiego szczęścia. Kultura Indian traktowana pobłażliwie, współcześnie staje się dobrym sposobem na zarobek wygodnych Amerykanów. Ich dawne terytoria masowo "zasypują" wyrastające jedne obok drugich "drug stores" pełne "indiańskich pamiątek", nierzadko tylko stylizowanych na wzór "native's art", w rzeczywistości produkowanych w Chinach lub Pakistanie. Kolorowe figurki szamanów, pióropusze, dzbanki, "totemy", pocztówki z wizerunkami wielkich wodzów, tomahawki, płyty z muzyką tradycyjną (nagrywaną we Francji czy w Anglii), słowem, cała rodzima kultura Indian sztucznie wymalowana, wyrzeźbiona i upchnięta do kilku pomieszczeń, magią dźwięków i barw przyciąga turystów. To, co niegdyś wytępione, uznane za dzikie i nieludzkie, współcześnie - sztucznie podtrzymywane za oknami kramów - staje się przede wszystkim powodem "pomnażania zawartości sakiewki", kopalnią złota i źródłem bogactwa (w przekonaniu wielu Amerykanów zaś - których uśmiechom nie ulegajmy! - wyjątkowo piękną i oryginalną pamiątką czasów dawnych Indian). Stojący za ladami biali sprzedawcy doradzają zwiedzającym w sprawach obrazów z wymalowanymi nań pięknymi "Indiankami" (o europejskich rysach twarzy, choć to być może tylko złudzenie). Cała ta atmosfera: powiewające pióra, maski, odgłosy natury dobiegające gdzieś z zaplecza, powoduje złudne uczucia prawdziwości, zaś w umysłach dziecięcych utrwala obrazy umalowanych wojowników przemierzających pustynie na dzikich koniach. Pominę fakt, że to również tu, na półkach prowincjonalnych centrów handlowych elementy kultur "ofiar" i "oprawców" spotykają się chyba po raz pierwszy na równorzędnej pozycji (dlatego też w gąszczu glinianych wazonów imitujących indiańskie naczynia, każdy maluch znajdzie dla siebie fajansowy but osiemnastowiecznego kowboja przeznaczony na kredki, plastikową gwiazdę szeryfa, odzież wziętą rodem z westernowskich filmów i wiele innych).

A gdyby choć raz wyjrzeć poza granice (tego) światka robionej dla potrzeb turystów "kultury"? Światka iluzji, magii i złudzeń, który igra ze zmysłami? Światka kasyn, pubów ("saloonów"), kapeluszy, ostróg, pióropuszy, malowideł oraz wypchanych bizonów? A gdyby pojechać dalej i zajrzeć głębiej? Minąć baśniowe siedem gór i siedem rzek (a i z pewnością nie tyle) by dotrzeć do źródeł owych motywów, którymi bezwiednie i bez wiedzy, nieświadomi ich sensów i znaczeń, gdyż jedynie dla potrzeb - mówiąc kolokwialnie - wypchania własnej kieszeni, posługują się Amerykanie? Proponuję podróż przez rezerwat Pine Ridge w Południowej Dakocie od lat budzący niechęć Białych, który przez nas (mnie i moich rodziców), z przyczyn czasowych zwiedzony został tylko w niewielkiej części. Jednakże samo już jego "obejście" (przynajmniej od strony południowej) powoduje wrażenie, iż kultura Indian przeżywająca rozkwit na półkach amerykańskich sklepów, dawno temu wygasła w oczach zrezygnowanych "wojowników", popadających w alkoholizm i wiele innych problemów natury społecznej.
Na myśl o tym zupełnie spontanicznie wywołuję z mroków pamięci wspomnienie pewnego obrazu. Pamiętam jak u "bram" rezerwatu podmuchy wiatru unosiły kurz i piaskowy pył, przy drodze poniewierało się kilka stron wyrwanych z gazet lub całe egzemplarze dzienników, zaś na progach zaniedbanych domów przesiadywali starzy Indianie...

I nie uważam - jak pomyślałoby wielu w pierwszej chwili - Amerykanów bezpośrednio winnych nieporządków panujących wokół indiańskich domostw, dlatego też powodem przywołania tej refleksji nie jest wcale próba udramatyzowania sytuacji współczesnych autochtonów. Białych jednakże obciążam winą za spowodowanie mentalnego fermentu, poczucia rezygnacji, bezużyteczności i bezwartościowości, uczuć, które prześladują dzisiejszych Indian. Próbę rozstrzygnięcia dylematu, czy życie w takich warunkach pozostaje kwestią własnych wyborów, rezygnacji, czy konieczności pozostawiam na przyszłość. Póki co, daję tylko wyraz pozbawionej większego sensu złości (czego świadoma jestem zupełnie), powodowanej nie dotrzymywaniem obietnic przez "naród wybranych" oraz mówieniem o rzeczach wielkich, których wielkości tak naprawdę się sobie nie uzmysławia... To moja wewnętrzna walka z wiatrakami... Walka, której sama nigdy nie wygram.
Symbole indiańskości obok celów zarobkowych, na szeroką skalę wykorzystywane są również przez amerykańskie media. Pomijając kategorię filmu, warto pokrótce wspomnieć, iż wykorzystywanie elementów rodzimej kultury autochtonów przez uniwersytety, drużyny piłkarskie i kluby sportowe jako loga, emblematy i symbole, staje się poważnym problemem z jakim zmuszeni są walczyć współcześni Indianie. Taka sytuacja dowodzi z pewnością braku zrozumienia i szacunku dla inności ze strony dominującej, konsumpcyjnej kultury Białych oraz staje się powodem samokrytycyzmu i obniżania własnej wartości przez wiele plemion przedstawianych lekceważąco i karykaturalnie. "Indianin jako maskotka medialna", jak dobitnie ta myśl (i ukryty w niej wyraz przedmiotowego traktowania człowieka) - niczym zaklęcie - urzeczywistnia pozycję współczesnych Natie Americans.
Czerpanie ze wspólnych doświadczeń, dałoby z pewnością wiele ciekawych rezultatów oraz diametralnie wpłynęło na kształt kultury nie tylko dzisiejszych autochtonów. Zakorzenione w świadomości przeciętnego Europejczyka wyobrażenia na temat współczesnych Indian ubranych w mokasyny, być może wówczas miałyby sens i nie wydawały się absurdem, gdyby z kłębu problemów związanych ze zderzeniem się zupełnie różnych systemów (kulturowych, wartości, wierzeń), wysunęła się jakakolwiek nić porozumienia i tradycyjne elementy obu światopoglądów spotkały się z obustronnym poszanowaniem. Zamiast tego jednakże niesprawiedliwa polityka Stanów Zjednoczonych, już w zamierzchłej przeszłości ukierunkowana na całkowitą asymilację Indian z ludnością napływową, dziś "po cichu" boryka się z "problemem indiańskości" dopinając na ostatni guzik to, czego siłą niegdyś nie udało się dopiąć amerykańskim politykom - proces rozwiązania "kwestii indiańskiej". Jak mają się zatem wielkie słowa o przyrodzonym prawie każdego człowieka do życia w miejscu uświęconym przez jego historię i tradycję do aktualnej sytuacji kulturowej rodzimych Amerykanów? Jak nazwać tłamszenie - dziś niemych - wołań o wolność w państwie będącym mozaiką ras, narodów, religii i "stolicą wielokulturowości"? Dlatego też...

Nowym przejawem kultury współczesnych Indian, przechowywanej w rezerwatach, "ulepszanej" i sprzedawanej na regałach z pamiątkami, miejscami zupełnie zanikającej lub tkwiącej już tylko w ludzkiej świadomości, zdają się być pewne formy eskapizmu polegające na wytwarzaniu własnych systemów filozoficzno-religijnych (jak pejotyzm), które pozwalają na odnalezienie własnego miejsca w świecie Białych i ucieczkę od zasupłanych problemów. Kluczem do rozwiązania wielu społecznych niepokojów byłoby z pewnością obustronne porozumienie, ale także niemożliwe w zasadzie wykonanie kroku w kierunku realizacji głoszonych przez Amerykanów postulatów, dostrzeżenie w inności piękna, a nie źródeł antagonizmów, wyzbycie się wrodzonych niechęci do różnic mogących pomnażać skarbce kultury, zaprzestanie przymusowych akulturacji sprowadzających istniejące odrębności do poziomu zabawek, upominków, znaków i symboli, sztucznie wykorzystywanych dla potrzeb komercji i mediów (nazwałabym to swoistego rodzaju akulturacją powodowaną przez wywieranie psychicznej presji na postawach współczesnych Indian; akulturacją dokonującą się nie tak jak dawniej, siłowo, lecz w kontrolowany sposób psychiczny).
A jaka rola w tej kwestii przypadłaby antropologii kulturowej, której zadaniem według mnie obok sporządzania monografii, powinno stać się także wyszukiwanie nowych rozwiązań konfliktów oraz bycie ich mediatorem (co w znacznym stopniu przysłużyłoby się ludzkości i jej kulturom)? Czy człowiek stałby się wreszcie równy człowiekowi? Czy obcym nadano by miana swoich?
Podążając tokiem rozumowania relatywistów kulturowych warto dokonać konkluzji, iż nie ma światów lepszych ani gorszych, nie ma kultur wyższych ani niższych, zaś pojęcia uniwersaliów kulturowych zdają się być nieuchwytne. Przyrodzonym prawem człowieka jest prawo do swobodnego rozwoju, szczęścia i wolności! Zakładanie rezerwatów Indian stanowi w związku z tym nie tylko niepodważalny dowód na jego jawne i bezkarne łamanie, ale również świadczy o negowaniu równości przez państwo, które mianuje się zagorzałym obrońcą ludzkich wartości. Zdaje się, że naród amerykański marginalizujący sprawy niezwykle istotne (sprawy związane z historią zamieszkałej ziemi) oraz powodowany własnym egoizmem, nigdy nie byłby w stanie dostrzec (i nigdy już nie dostrzeże) ogromnych walorów synkretyczności. Działanie rządu czy zwykłych obywateli już w okresie kolonizacji Ameryki miało charakter jednokierunkowy i wymierzone było przeciwko ludności tubylczej skazanej na nieuniknioną akulturację, której długofalowe skutki trwają po dziś dzień...

Wyoming, USA, 2007 r., fot. Agnieszka Jakubowska.
Dlaczego innym odbiera się możliwość dołożenia do wspólnej skarbnicy dziejów czegoś właściwego tylko sobie, dołożenia własnej cegiełki do wznoszonego gmachu historii oraz ludzkiej kultury? Czyżbyśmy w dalszym ciągu nie potrafili tolerować, akceptować lub chociażby rozumieć, a na wołania innych pozostawali głusi? My, Europejczycy i Amerykanie, którzy mianowaliśmy siebie panami tego świata.
Mówią, że inność rodzi złość... Ale mówią też, że inność rodzi fascynację...
Komentarze
- Nick: Magda | Data: 2010-06-09 20:27:01
Tak, mao si o tym mwi,a powinno si mwi
Dodaj komentarz
Inne artykuły dotyczące tego regionu
Katarzyna Dziąćko - Mary Crow Dog: Lakota Woman, historia kobiety z plemienia Sioux oraz Ohitika Woman
Włodek Rybicki - Rola i historia tańca w kulturze Indian Ameryki Północnej
Włodek Rybicki - W kraju Amsskaapipikani - Blackfeet - Czarnych Stóp
Komunikaty
Etnologia.pl
czasopismem
Pragniemy poinformować, iż z dniem 31.03.2010 roku decyzją Sądu Okręgowego w Poznaniu Wydział I Cywilny strona internetowa www.etnologia.pl została zarejestrowana jako czasopismo pod tytułem Etnologia i wpisana do rejestru Dzienników i Czasopism Sądu Okręgowego w Poznaniu pod numerem RPR 2613.
Serwisy współpracujące
Wersja anglojęzyczna
Ethnology.pl - English Version.
Some more interesting articles from polish edition in english.
The Newest - Many traditions, single world. An anthropological view of globalization - Waldemar Kuligowski.
O Ludach Północy

Arktyka.org - informacje o rdzennych ludach zamieszkujących obszary Arktyki i terenów subarktycznych. Historia, kultura, teraźniejszość.
Indianie Ameryki Pn.
Indianie.org.pl - kultura, sztuka i tradycja Indian Ameryki Północnej - teksty, galerie fotografii, krótkie prezentacje filmowe i muzyka.
05 lutego 2012 | 36 dzień roku