Etnologia.pl
O serwisie
Zadaniem, jakie stawiamy przed sobą, jest uwolnienie etnologii z jej akademickiej niedostępności; wykazanie, jak daleko i szeroko poza mury uczelni może sięgać ...
czytaj...
Etnologia.pl poleca
Robert Young Postkolonializm
Young dokonuje przeglądu kulturowych, społecznych i ...
Etnologiczne spojrzenie na rzeczywistość
Serwis etnologiczny
Świat
W zaułkach Wutai Shan
Daleko poza granicami pięknych, "wizytówkowych" miast, na północno - wschodnich rubieżach prowincji Shanxi (w Regionie Xinzhou), w Chinach zupełnie nieznanych białym turystom z gwarnego Pekinu (który jednak nocami - u bram Zakazanego Miasta lub placu Tiananmen - zasypia w samotności), rozciąga się pasmo wysokich gór pociętych wąwozami, przez które jak rzeka wije się bezkresna droga.
|
wrzesień 2008, fot. A. Jakubowska. |
Ale nie byłoby ani w tych pasmach, ani w tych wąwozach czegoś bardziej osobliwego niż w innych takich dziełach wyrzeźbionych dłutem jakiejś boskiej Siły, gdyby nie natchniona duchem i stworzona z ludzkich potrzeb "świątynia" Wu Tai Shan zlokalizowana w okolicy. Wu Tai Shan, co w języku chińskim znaczy "Góra Pięciu Tarasów", na wysokość 3000 m. n. p. m. wypiętrza się ku niebu i - obok trzech innych miejsc (1) - stanowi świętą ziemię buddyjską w Chinach. Łańcuchem dolin i wzniesień opasa masyw największy w regionie kompleks budowli sakralnych ulokowanych w małej miejscowości Taihuai. Mianem Wutai Shan, gwoli wyjaśnienia, nazywa się nie tylko krajobraz pięknie wyrzeźbiony ze skał, wzgórz, łąk, urwisk i lasów (w 2005 roku uznane za Narodowy Geo Park w Chinach), ale również wspomniane wyżej skupiska świątyń z imponującą architekturą wyrzeźbioną z ludzkiego pomyślunku.
Liczba budowli świątynnych ulegała ciągłym zmianom na przestrzeni wieków i panujących dynastii (w czasach Qing wynosiła ponad 300.). Wszystkie, które podziwiać możemy po dziś dzień - a jest ich około czterdziestu - przetrwały czasy nawet intensywnych prześladowań buddyjskich (np. okres Rewolucji Kulturalnej). Choć część obiektów chowa się naprawdę wysoko w górach, duża ich liczba ulokowana jest na wysokościach na tyle małych (lub nawet w bliskiej odległości od szosy), że ilość pielgrzymów odwiedzających je codziennie można by nazwać ogromną. To te, znacznie łatwiej dostępne (aniżeli świątynie wybudowane na pięciu spłaszczonych szczytach masywu (2)), mimo że nierzadko usłane dziesiątkami schodów, zdobywają wytrwale pielgrzymi, a wśród pielgrzymów tego dnia i my, którzy w swym wędrowczym pochodzie na południe, zatrzymaliśmy się w masywie Wutai Shan. U bram świątyń tu i ówdzie wyrastają handlowe stoiska z dewocjonaliami. Odziani zaś w bordowe, pomarańczowe lub szare szaty, lamowie, mnisi i adepci sztuki buddyjskiej medytacji, spacerują tu i ówdzie zaułkami, a ich niezrozumiałe, rozmodlone głosy oraz niewyraźne kształty nocami jeszcze snują się w ciemnościach...
Kiedy napotkana przypadkowo mniszka Bhiksuni z klasztoru Pushou zaprosiła nas do siebie, właśnie powoli robiło się ciemno. W nocy pozbawione włosów głowy i siwe szaty kobiet, które oddały się w posiadanie bóstwu, wyglądały najpiękniej, choć były tak lekko i delikatnie narysowane w ciemności, że aż ledwo w niej dostrzegalne. Młode dziewczęta snuły się jak cienie; jak figury, które znienacka wyglądają zza kolumn i równie szybko rozpływają się w nocy nie znającej ich imion ani też nie rozpoznającej ich twarzy. Mniszka Bhiksuni okazała się niesamowitą kobietą. Dobrą, ciepłą, uśmiechniętą. Z otwartymi ramionami zaprosiła nas do "Krainy Cieni", podczas gdy inne klasztory już dawno zamknęły swoje drzwi dla obcych.
![]() Wutai Shan, Chiny, wrzesień 2008, fot. A. Jakubowska. |
Granicę, która dzieli sacrum od profanum (mówiąc skonwencjonalizowanym językiem naukowców tworzących te sztuczne podziały), zdają się symbolicznie wyznaczać imponujące bramy. Przechodząc przez nie staje się zatem w progach świata, w którym panują zupełnie inny porządek, prawa i czas, i od tamtej pory zaczyna stąpać przez podwórza pełne wiernych ku mistycznym salom z wizerunkami Buddów i Bodhisattvów, otulonych dymem palących się pachnideł oraz świec. Czasami na dziedzińcach spotkać można tu jeszcze relikty taoizmu (np. kamienne stele), gdyż pierwotnie Górę Pięciu Tarasów za miejsce "natchnione duchem", w którym dąży się do osiągnięcia nieśmiertelności, uznali wyznawcy tej właśnie religii (do dziś zachowała się przynajmniej jedna świątynia taoistyczna zlokalizowana w pobliżu Tarasu Dailuo). W podwórzach pełno jest wejść, schodów i krótkich pasaży. W każdym zaułku pełno jest rytów, zdobień, figur i symboli, których treści laikowi odgadnąć nie sposób, bowiem przekroczenie świątynnych murów to początek długiej i niezrozumiałej wędrówki po ogromnej, jak zwykli nazywać to etnologowie, sieci znaczeń.
Duże świątynie urzekają piękną, kolorową architekturą (mocnymi, łukowato podwiniętymi dachami, których wymyślnie zdobione kalenice nierzadko upiększają w dodatku rzeźby, zwieńczeniami kolumn pełniącymi jednocześnie funkcje podpór górnych, rozłożystych, wyszukanie malowanych konstrukcji, płaskorzeźbami, arkadami, wieżyczkami, w których architekturę każdego elementu zdaje się cechować ogromne zamiłowanie do szczegółu) oraz niesamowitym zdobnictwem (motywami swastyk, czyli symbolami słońca, a także kwiatów, liści, liter chińskich, kół, kuli, labiryntów oraz innych, koślawych lub regularnych kształtów geometrycznych i zoomorficznych). Mam nadzieję, że nie będzie przesadą powiedzenie tu, że dla gustujących w architekturze nacechowanej bogatą ornamentyką, spacerowanie wzdłuż ich murów to również chwile, w których przeżywa się najwspanialszą sztukę. Ma się wówczas wrażenie, że jest to prawdziwy raj architektoniczny, w którym chyli się czoła ludzkiemu pomyślunkowi, ludzkiej sile i ludzkiej wrażliwości. O tym, że piękne są wnętrza budowli chyba nie trzeba już nikogo przekonywać. Posągi bóstw natychmiast rzucają się w oczy swymi rozmiarami oraz intensywnością barw. Czasem są to faktycznie powalające na kolana ogromne, wystające zza baldachimów, pozłacane rzeźby Bodhisattvów lub Buddów w kwiatach lotosu. (3) Wokół nich nierzadko znajduje się pełno śladów innych postaci otoczonych kultem, których emblematy chowa się, np. w zdobieniach oraz wiele różnych symboli buddyjskich. Na stołach ofiarnych leżą dary (warzywa, owoce, ciastka, woda, a nawet cola i fanta) oraz kwiaty. W salach świątynnych zazwyczaj mieści się więcej posągów niż jeden. Bywa, że ustawia się je za szybą. Ich twarze są zamyślone i frasobliwe, dumne lub uśmiechnięte. Niektóre, ponure za dnia, nocami ładnie mienią się w świetle elektrycznej lampki.
|
wrzesień 2008, fot. A. Jakubowska. |
|
(największej w kompleksie świątyń w Taihuai), Wutai Shan, Chiny, wrzesień 2008, fot. A. Jakubowska. |
Jednak nie tylko świątynie budzą podziw. Kaplice, choć nie zachwycają wielkością i bogactwem form zdobniczych, to urzekają prostotą i skrywaną w sobie tajemnicą, która wynika w dużej mierze z ich osobliwego położenia. Święta Góra bowiem kryje w sobie dużo zagadkowych miejsc, ale wędrując śladem mnichów można odkryć wiele z nich. Kiedy zgubiliśmy szlak wspinając się na wzgórza z nadzieją znalezienia za nimi świątyń, kierunek do kaplicy, która - co się okazało - "w zamian" znajdowała się na szczycie, wskazała nam pewna mniszka. Pamiętam, że była piękna! Starsza i dostojna. Wdzięczna i oddana. W kieszeni szaty niosła herbatę, którą poczęstowała nas za to, że my daliśmy jej wody. Miała dłonie oplecione różańcem i radosny uśmiech na twarzy. Podarowała mi kwiat, a ja wplotłam go we włosy zamiast pióra, które puściłam na wiatr tak, jak mnie prosiła.
Kamienne kaplice wystają tu i ówdzie, w lesie lub na szczycie góry. Drogę do nich nierzadko znaczą dziesiątki różnokolorowych, małych kartek papieru, albo sznury flag modlitewnych rozwieszone na gałęziach drzew. W miejscu, do którego dotarliśmy dzięki wskazówkom wspomnianej wyżej mniszki, znajdował się ołtarz z wizerunkiem bóstwa, któremu i ona i towarzyszący jej mnich oraz wierni nieśli dary. Tak, jak mnie zachęciła od kolumny kaplicy do słupka zawiązałam sznurek z modlitwami. Wyrzuciłam też kawałki delikatnej tektury, które cudownie rozsypały się w górze. Było to jakby fascynujące doznawanie kulturowej inności, bardziej niż jakiekolwiek próby doświadczania innego sacrum. Zrozumie to ten, kto kiedyś podobnego doznania doświadczył, a świetnie wyobrazi to sobie ten, kto głęboko pragnie go kiedyś doświadczyć...
|
wrzesień 2008, fot. A. Jakubowska. |
Kiedy tego dnia schodziliśmy ze szlaku, w pewnym momencie naszą uwagę przykuło coś na kształt składowiska nieużywanych przedmiotów, ale zlokalizowane było zbyt daleko by dało się poprawnie zidentyfikować. Dopiero kiedy podeszliśmy bliżej wyraźnie rozpoznaliśmy, że jest to kolejna kaplica. Jej zagadkowy wystrój był zupełnie nieczytelny, lecz przez to jeszcze bardziej fascynujący i niezwykły. Ogromną rzeźbioną twarz spowijały długie wstęgi materiału i smugi dymu, który unosił się znad kadzielnicy.
Wiele takich miejsc odkrywanych zupełnie przypadkowo, chowa się w zaułkach Wutai Shan. Czasami są to prawdziwe zakamarki tak, jak ten, bo chętnie zaszywają się w nich bóstwa. Czasami jednak jest to centrum miasta, w którym - przykładowo - spoczywa, siedzący pod namiotem Budda, wielbiony codziennie przez przechadzających się mnichów i pielgrzymów.
|
Wutai Shan, Chiny, wrzesień 2008, fot. A. Jakubowska. |
Świat Wutai Shan jest pełen magii (w znaczeniu niezwykłości i tajemniczości) - zwłaszcza wtedy, kiedy dziedzińce pustoszeją, a w kadzielnicach dogasają złote kadzidła - ale i zwyczajnej, ludzkiej codzienności, w której zabłąkany spacerowicz szukający między murami budowli zachodu słońca, napotyka mnichów żegnających dzień przeciągłym ziewnięciem lub zamykających budki kasowe i leniwie, jak duchy, znikających w głębi podwórza.
|
Wutai Shan, Chiny, wrzesień 2008, fot. A. Jakubowska. |
Zapach kadzideł, których dym lekko unosi się ponad murami świątyń niosąc w niebiańskie przestworza ludzkie myśli, szepty i modlitwy w nim zagubione, sprawia że niesamowita aura sakralności, wyciszenia i wyłączenia staje się jeszcze bardziej przenikliwa, nieogarnięta i władcza... Może nawet gotowa wyrwać ciału ducha, by wraz z pieśniami mnichów, które po zakamarkach snują się za nimi, ponieść go w zupełnie inne miejsca... W miejsca, do których widzenia nie zdolne jest oko ciała, lecz duszy; to najwrażliwsze i sięgające najgłębiej.
W ramach konkluzji dodam jeszcze tylko, że spacerując alejami Wutai Shan (a jeszcze bardziej ulicami miast położonych za Pekinem) wzmaga się wrażenie, że "Chiny pekińskie" od "Chin" dzielą miejskie granice ułudy, jakby chiński mur jawy i snu, za którym piętrzą się wieżowce, brzęczą klaksony taksówek i migocą światła neonów. Jak wędrówka wędrówką tak niesie w sobie ona ryzyko zaczarowania lub rozczarowania. W moim odczuciu zaczarować się to... ulec właśnie tej zwykłej codzienności, w której daje się ponieść ludziom by ich oczami zajrzeć daleko poza ramy iluzorycznej, "pekińskiej baśni", by ich dłońmi dotknąć "zwykłych cudów" życia, a ich stopami wędrować po zakamarkach jawy a nie snu. Zaczarować się to wsiąść do ciasnego pociągu "do Chin" pełnym ludzi stłoczonych na podłogach i ruszyć w "podróż tysiąca mil", jak mawiał taoista Lao Tzu; Aż wreszcie zaczarować się to w chwili wytchnienia przycupnąć i otulić się dymem kadzideł i melodią buddyjskich pieśni rozbrzmiewających u bram Wutai Shan, daleko... daleko poza granicami pięknych, "wizytówkowych" miast, na północno - wschodnich rubieżach prowincji Shanxi, w Chinach zupełnie nieznanych białym turystom z gwarnego Pekinu.
Przypisy:
1. Emei Shan, Jiuhua Shan i Putuo Shan.
2. Świątynia Lingying (Taras Północny, 3058 m. n.p.m.), Świątynia Yanjiao (Taras Środkowy, 2893 m. n.p.m.), Świątynia Falei (Taras Zachodni, 2773 m. n.p.m.), Świątynia Puji (Taras Południowy, 2474 m. n.p.m.), Świątynia Wanghai (Taras Wschodni, 2795 m. n.p.m.).
3. Szczególnie ciekawa jest figura czterech Buddów spoczywających w kwiecie lotosu, którego kwiaty mechanicznie rozwierają się. Zobaczyć ją można w świątyni Luohai.
|
Xiantong oraz kadzielnice na dziedzińcu w świątyni Xiantong, Wutai Shan, Chiny, wrzesień 2008, fot. A. Jakubowska. |
Inne artykuły dotyczące tego regionu
Włodek Rybicki - Mandżuria - historyczne aspekty procesu akulturacji
Komunikaty
Etnologia.pl
czasopismem
Pragniemy poinformować, iż z dniem 31.03.2010 roku decyzją Sądu Okręgowego w Poznaniu Wydział I Cywilny strona internetowa www.etnologia.pl została zarejestrowana jako czasopismo pod tytułem Etnologia i wpisana do rejestru Dzienników i Czasopism Sądu Okręgowego w Poznaniu pod numerem RPR 2613.
Serwisy powiązane tematycznie
O Ludach Północy

Arktyka.org - informacje o rdzennych ludach zamieszkujących obszary Arktyki i terenów subarktycznych. Historia, kultura, teraźniejszość.
Indianie Ameryki Pn.
Indianie.org.pl - kultura, sztuka i tradycja Indian Ameryki Północnej - teksty, galerie fotografii, krótkie prezentacje filmowe i muzyka.
