Etnologia.pl
O serwisie
Zadaniem, jakie stawiamy przed sobą, jest uwolnienie etnologii z jej akademickiej niedostępności; wykazanie, jak daleko i szeroko poza mury uczelni może sięgać ...
czytaj...
Etnologia.pl poleca
Robert Young Postkolonializm
Young dokonuje przeglądu kulturowych, społecznych i ...
Etnologiczne spojrzenie na rzeczywistość
Serwis etnologiczny
MultiKulti
Wojna o pokój
| strona: | 1 | 2 |
Akcja filmu opowiada wspomnianą wojnę domową w Somalii, a koncentruje się na przebiegu bitwy w Mogadiszu (som. Muqdisho) z 3 października 1993 roku i nieudanej akcji pojmania doradców generała Mohameda Farraha Aidida, łamiącego oficjalne zawieszenie broni. Operacja trwać miała 45 minut, podczas których jednostki takie jak Delta Force, Rangers czy Navy SEAL wchodzące w skład amerykańskiego kontyngentu Task Force Ranger, miały wkroczyć, zrobić co do nich należy i wracać. Oddziały lokalnej bojówki zdecydowały się jednak odpowiedzieć ogniem i tym samym doszło do strącenia amerykańskiego helikoptera typu UH-60 Black Hawk, co uniemożliwiło sprawne dokończenie operacji. Podczas wycofywania się wojsk TFR i misji ratunkowej dla załogi zestrzelonej maszyny, runął drugi helikopter, co miało skomplikować teoretycznie dokładnie zaplanowaną operacje jeszcze bardziej i przerodzić ją w regularną bitwę toczoną na ulicach stolicy Somalii. W konsekwencji bitwę w Mogadiszu uznaje się za porażkę wojsk amerykańskich, po której ówczesny prezydent USA Bill Clinton nakazał wycofać z Somalii rozlokowane tam amerykańskie oddziały tak szybko, jak wcześniej zdecydował się je tam wysłać.
Amerykanie stracili 3 października 19 żołnierzy, 73 z kolei zostało rannych. Biorąc pod uwagę, że milicja generała Aidida została uszczuplona o ponad 1000 ludzi, choć może i więcej, bo rzetelności podawanych danych ciężko zaufać, to faktycznie była to spektakularna klęska Stanów Zjednoczonych. Jasnym jest, że do przytoczonych informacji pochodzących z popularnej Wikipedii (2011) można mieć zastrzeżenia, niemniej pozwalają one ukazać dysproporcję po obu stronach sporu w trakcie opisywanej bitwy. Co jednak z ludnością cywilną? Ten temat można prawdopodobnie uznać za oczywisty przez niemożliwość udzielenia nań odpowiedzi. Kogo w końcu interesują cywile? Co ciekawe zresztą, w filmie otwarcie skupiającym się na amerykańskim punkcie widzenia, problemem po pewnym czasie staje się rozpoznanie kto z Somalijczyków jest jeszcze cywilem, a kto już bojownikiem pomagającym okrutnemu generałowi w walce z dzielnymi Amerykanami. Nagle, ni stąd, ni zowąd wszyscy mają karabiny. Ot, magia kina.
![]() Foto - Kadr z filmu "Helikopter w ogniu". Źródło © Internet |
Wspomniałem już, że „Black Hawk Down” jest dziełem kluczowym dla krytyki polityki międzynarodowej USA, pora więc opisać dlaczego. Chciałbym jednak podkreślić, że moim zamiarem jest przybliżenie sposobu pokazania wojny i ewentualne przełożenie krytyki obrazu kinowego na pole rzeczywistej działalności zbrojnej, choć nie tylko, Stanów Zjednoczonych polegać musi na pewnej domyślnie założonej analogii, a nie na bezrefleksyjnej transmisji wniosków na grunt pola rzeczywistych doświadczeń. Cały film jest zasadniczo doskonałym przykładem jak za pomocą techniki filmowej ukazać dwie całkowicie skrajne postawy. Dzielni Amerykanie, którzy przyjeżdżają do Somalii by podnieść kraj walący się z wolna w gruzy i uratować umierających Somalijczyków spod ręki tyrana, gdyż ci nie potrafią sobie sami poradzić. Tą nieporadność miejscowych widać choćby w jednej ze scen poprzedzających akcję bitwy w Mogadiszu, kiedy to koledzy naśmiewają się niewinnie ze swojego sierżanta, który rzekomo jest idealistą i chce walczyć o pokój na świecie. Sam zainteresowany kiedy włącza się do dyskusji przemawia prawdziwie bohatersko mówiąc:
Słowa co najmniej szlachetne, pełne zaangażowania, chęci do pomocy, do walki o lepsze jutro. Ale też jawny przykład odebrania sprawczości biednym i udręczonym Somalijczykom, którzy jak widać sami nie potrafią sobie poradzić. Ten skromny cytat uświadamia również, iż w strategii „wojny o pokój” chodzi o zaprowadzenie pokoju w zachodnim tego słowa znaczeniu. Wszak, ktoś kto nie ma pracy, nie może mieć jedzenia, wykształcenia, a tym samym przyszłości. Dlatego właśnie Zachód musi troszczyć się o tego upodlonego i niesamodzielnego „innego”. Równie barwną sceną odbierającą sprawczość tubylcom jest moment szykowania się amerykańskich żołnierzy to wyjazdu na zaplanowaną misję. Jeden z nich wyciąga ciężką płytę ze stali pancernej z kieszeni na plecach kamizelki kuloodpornej mówiąc do nowego rekruta, że nie zamierza uciekać i ustawiać się tyłem do wroga, więc dodatkowe kilogramy do dźwigania nie są mu potrzebne. Poza tym, „chudzi”, jak nazywają Somalijczyków, w ogóle nie potrafią strzelać. Nomen omen, zaprawiony w boju żołnierz ginie właśnie od strzału w plecy. Ponadto, koledzy pocieszają nowego, który pierwszy raz uda się z nimi na akcje, że nie ma się czego martwić, dopóki „chudzi” nie będą w niego rzucać kamieniami.
Nie dość, że Amerykanie muszą bronić dobrych i niewinnych Somalijczyków, którzy sami nawet mówić w swoim imieniu nie potrafią, to na dodatek ci źli i mordujący swoich współbraci Somalijczycy też nie grzeszą raczej szeroko rozumianymi kompetencjami. Said (2005) pisał, że Orient nie potrafi sam się reprezentować, dlatego musi być reprezentowany przez Zachód. W tym przypadku, sytuacja jest o tyle bardziej skomplikowana, że wuj Sam podporządkowuje już podporządkowanego. Dobry i nierozgarnięty tubylec jest podporządkowany przez swoich złych i mniej nierozgarniętych rodaków, którzy muszą zostać zwyciężeni by dobro zatryumfowało na świecie. Dopóki trwa wojna, to my – Zachód reprezentujemy podwójnie podporządkowanego „innego”. Kiedy wojna się skończy i zapanuje pokój, to my – Zachód będziemy reprezentować po prostu zwyczajnie podporządkowanego „innego”. Piękny i rzadkiej urody przykład na szlachetne uprzedmiotowienie człowieka.
Inny rodzaj reprezentacji uległych tubylców towarzyszy widzowi przez dobrą połowę filmu, kiedy to rozgrywa się bitwa w Mogadiszu. Amerykańscy żołnierze pokazani są jako niezmordowani i doskonale zorganizowani specjaliści, którzy nawet kiedy plan rozsypuje się w drzazgi, zachowują świeżość umysłu i umiejętność taktycznego myślenia. „Chudzi” zaś, są zwyczajną bandą dzikusów. Stadem nieoswojonych człekokształtnych zwierząt, co to biegają gromadnie z karabinami Kałasznikowa w dłoniach strzelając wściekle kiedy tylko mignie im gdzieś za rogiem skrawek amerykańskiego munduru. Zezwierzęcenie totalne. Ten sposób wykreowania postaci Somalijczyków przywodzi na myśl niesławną książkę Marcina Kydryńskiego „Chwila przed zmierzchem”, która winna stać się jedną z pozycji nauczających jak nie pisać o Afryce. Choć film z ową książką pod kątem tematycznym wiele wspólnego nie ma, to praktyka esencjalizacji w obu pozycjach jest wręcz podręcznikowa. Sceny walk z „Black Hawk Down” rysują oczywistą i łatwo zauważalną opozycje natura-kultura, gdzie kulturę reprezentują elitarni walczący o pokój żołnierze, a do natury przynależą dzicy Somalijczycy, których trzeba pokonać, wytresować i wtedy może uda się przetransferować ich do sfery kultury. Nawet muzyka zgrywa się ze sposobem przedstawienia każdej ze stron, gdyż w chwilach kiedy to na ekranie widać nieskładnie biegających i krzyczących jak banda potępieńców „chudych”, słychać w tle nuty chaotyczne, nieskoordynowane, dzikie nawet.
Amerykanie w wolnych chwilach zażywają kulturalnej rozrywki. Słuchają zachodniej muzyki, grają w koszykówkę, rysują swoim dzieciom ilustracje za pomocą ołówka czy węgla. Somalijczycy nie zażywają natomiast kulturalnej rozrywki. Spędzają dzień na targowisku gdzie sprzedawca reklamujący swój towar jakim oczywiście jest broń palna, bierze jeden z karabinów i wystrzeliwuje kilka kul w powietrze. Wyraźny kontrast, w którym Somalia jako kraj przedstawiona jest jako miejsce o którym lepiej zapomnieć, że kiedykolwiek się o nim pamiętało. Amerykanie świetnie się bawią, na wzór herosów kina akcji lat 90`tych, rzucają przekleństwami by dodać sobie otuchy, żartują na różne niewybredne często sposoby. Bawią się całą konwencją wojny. Reprezentują kulturę, więc wolno im podejść do nieoswojonych i chaotycznych dzikich z właściwą sobie nonszalancją. Mimo to, są jednak szlachetni i humanitarni. Podczas jednej ze scen ojciec Somalijczyk wraz ze swoim kilkuletnim synem ścigają amerykańskiego żołnierza. Kiedy ten wychodząc z domu potyka się, młody chłopiec pociąga za spust i kilkanaście pocisków z karabinu dziurawi klatkę piersiową jego ojca. Amerykanin wstaje, mierzy do dzieciaka łkającego nad umierającym rodzicem lecz po błagalnym spojrzeniu ojca postanawia łaskawie oddalić się i darować życie małoletniemu bandycie. Mimo wynaturzeń do jakich z zasady prowadzą wojny, dzielny żołnierz zachował prawdziwie ludzką postawę i zdecydował się zło dobrem zwyciężać. Kolejnym zjawiskowo groteskowym momentem jest dialog pojmanego pilota z oddziału Delta Force i jednego z dowódców nieskładnej somalijskiej bojówki, który przesłuchując żołnierza prowadzi z nim filozoficzną dysputę w trakcie której pyta go czy ten zechce zapalić. Kiedy Amerykanin odmawia, jego oprawca odpowiada:
Amerykanie żyją długo i dostatnie. Potrafią korzystać z życia z niebywałym rozsądkiem. Dla tubylców są jednak nudni. Po prostu. Somalijczycy są dzicy, namiętni i emocjonalni. Żyją na krawędzi i rozkoszują się pięknem niepewności jakie niesie ze sobą każdy kolejny dzień. Są również, co ciekawe uduchowieni. W filmie zawarta jest scena w której amerykańscy żołnierze kryją się w opuszczonym budynku przed ostrzałem tubylców i dodają sobie otuchy mówiąc, że mają jeszcze trochę spokoju, bo skoro nadszedł świt, bojownicy właśnie posłusznie odprawiają modły do Allaha i nic nie może wyrwać ich z religijnego amoku. Jednakże w przytoczonej kilka wersów wcześniej rozmowie inny moment jest szczególnie wart wzmianki. Zły Abdullah 'Firimbi' Hassan pyta przetrzymywanego pilota o możliwość negocjacji z rządem USA, a kiedy dowiaduje się, że to niemożliwe, chce przekonać jeńca żeby to on podjął się negocjacji. Amerykanin tłumaczy, że nie ma władzy by prowadzić jakiekolwiek rokowania, na co z ust somalijskiego bojownika padają następujące słowa:
Myślę, że wyraźniejszego przykładu na to czym według twórców jest Somalia i czym są Somalijczycy zwyczajnie nie potrzeba. Nie wiem też czy można bardziej zezwierzęcić człowieka niż za pośrednictwem powyższych przykładów.
Owszem, zgadzam się z kontrargumentami, że „Black Hawk Down” jest jedynie amerykańskim filmem wojennym, gdzie widz ma oglądać wybuchy, a nie wtapiać się w zarysowaną i podyktowaną scenariuszem sytuację społeczno-polityczną. Niemniej jeśli już spojrzeć na tenże obraz inaczej niż zapewne zakładali twórcy, potencjał treści o wydźwięku mocno orientalistycznym jest potężny. Mało tego, zainteresowani innymi paradygmatami, jak przykładowo subaltern studies, mogą czerpać z filmu Ridley`a Scotta przykłady pełnymi garściami.
Pytanie brzmi jednak, czy krytyka „Black Hawk Down” pasuje do tekstu traktującego o polityce potężnego oksymoronu jakim jest „wojna o pokój”? Niedosłownie, ponieważ nie pokazuje tendencji o których wspominałem na początku tekstu. Pasuje jednak jeśli spojrzymy na poruszone zagadnienie przez specjalne okulary, pozwalające nam czytać między przysłowiowymi wierszami. Oczywiście nie sposób założyć, że interwencja wojsk ONZ czy amerykańskiego kontyngentu Task Force Ranger była z góry skierowana pod kątem zyskania dominacji nad danym państwem, po uprzednim zaprowadzeniu w nim pokoju. Myślenie w ten sposób byłoby nie tylko bezpodstawne, krzywdząco uogólnione ale zwyczajnie głupie. Nie można jednakże założyć, że każda misja udzielania pomocy „innym” jest czysto altruistyczna i bezinteresowna. Takie postawienie sprawy byłoby bowiem jeszcze głupsze.
![]() Foto - Kadr z filmu "Helikopter w ogniu". Źródło © Internet |
Spektakl polityczny zawsze odgrywany jest za medialna kurtyną, dla specjalnie wyselekcjonowanych gości. Krytyka filmu miała pokazać sposób w jaki Amerykanie mówią reszcie świata o swoich pokojowych misjach wojennych. A mówią bezpośrednio i przekonują wszystkich do swego stanowiska opartego na tezie, że bez międzynarodowego policjanta w amerykańskim mundurze nie będzie na świecie pokoju, bo głupi „inni” rozciągający się wszędzie na metaforyczny wschód od USA, sami z siebie w harmonii żyć nie potrafią. „Black Hawk Down” jest przykładem na to dlaczego Amerykanie w ogóle interweniują. Jak bowiem mają nie interweniować skoro bez ich interwencji głupi i niezorganizowany tubylec nawet darowanej w misjach humanitarnych żywności nie potrafi podzielić, a jeśli nawet potrafi to nie chce, bo przecież dzięki kontroli nad dostawami paczek żywnościowych może podporządkowywać sobie swoich rodaków, co ilustruje jedna z pierwszych scen filmu.
Zresztą wiele powstało produkcji prezentujących niemal ten sam poziom pod względem reprezentacji „innych”. Głośne i nieudane „Tears of the Sun” z ikoną amerykańskiego kina Brucem Willisem czy oscarowy „The Hurt Locker” sprzed niecałych trzech lat. Różne filmy, tematycznie umiejscowione od Somalii przez Nigerię, na Iraku skończywszy w sposobie ukazania dychotomii dobry, dzielny, prawy – zły, zezwierzęcony, nieporadny umiejscawiają się w jednej niemal linii. Dzielny amerykański wojak walczy o pokój. Walczy bohatersko i nieustępliwie, zabijając na potęgę tych, którym zdarza się nie zgodzić w kilku elementarnych kwestiach.
Można by zarzucić mi czepianie się filmów fabularnych, które z zasady bycia fabularnymi mogą sobie przyjmować dowolną konwencję. Fakt, mogą, co absolutnie nie przeszkadza w krytycznym rozbieraniu ich na czynniki pierwsze. Wszak wspomniane wcześniej „Jądro ciemności” literaturą faktu mimo wszystko również nie jest. Jeśli już jednak miałbym bronić się przed tym wspomnianym choć niewysłowionym oskarżeniem, polecam obejrzeć ubiegłoroczny film dokumentalny „Restrepo” traktujący o wycięczającej walce amerykańskich żołnierzy z talibskimi bojownikami. Największym atutem tego bądź, co bądź świetnego filmu jest sposób przedstawienia relacji międzykulturowych, do których Amerykanie kompletnie nie są przygotowani. Jeśli zaś, Amerykanie nie potrafią rozmawiać ze starszymi afgańskiej wioski i dogadać się w sprawie martwej krowy, jak mogą tytułować się siewcami pokoju? Otóż mogą, mając przy sobie karabin.
Temat „wojny o pokój” jest niezwykle wdzięczny, choć ciągle niewystarczająco zagospodarowany. Skupiłem się w niniejszym tekście jedynie na próbie ukazania sposobu traktowania „innego” któremu narzucamy jest pokój na zachodnią modłę, oczywiście dla jego dobra. Choć wydawać się może, że nie tędy droga, że jeśli już mówimy, to mówmy na poważnie, podejmujmy trudny temat rzeczywistych stosunków. Moim z kolei zdaniem, krytyczna analiza sposobów prezentacji „wojny o pokój” pozwoli naświetlić sposób konstruowania myślenia, który reprodukowany jest w mieszkańcach Zachodu właśnie przez te pozornie czysto rozrywkowe produkcje.
Warto też uświadomić sobie, że dzisiaj Zachód nie leży już tylko na zachodzie. Żyjemy w globalnej wiosce, przesyconej znaczeniami do których dojście nie stanowi problemu. Więcej nawet, to znaczenia same docierają do nas za pośrednictwem środków masowego przekazu, na każdej niemal szerokości geograficznej. Mentalny Zachód jest więc zasadniczo wszędzie, czy to na wschodzie, północy czy południu. Dlatego też, tym wyraźniej należy zwracać uwagę na reprodukcję pewnych wzorców, która zachodzi na tak szerokim polu społecznym.
By zakończyć mocnym, abstrakcyjnym przykładem można odwołać się do pewnej, łatwej do przyswojenia analogii. Polskie społeczeństwo niby nie jest antysemickie. Albo nietolerancyjne. Bo jak może być antysemickie i nietolerancyjne skoro kilka wieków temu było ostoją tolerancji religijnej? Choć jest to argument o tyle prawdziwy, co absurdalny i bezpodstawny, to inne, podobne jemu można mnożyć. Wszystkie zaś bazują na pewnej nieświadomości. Polskie społeczeństwo nie wie czym jest antysemityzm. Albo nietolerancja. Nie próbuje się tego zresztą dowiedzieć. Ignorancja jest wygodna. Na takiej samej zasadzie tworzy się pogląd, że świat bez Stanów Zjednoczonych jest bezbronny wobec siebie samego. Na braku działania. Na braku chęci poznania. Na ignorancji. Bo skoro Stany Zjednoczone interweniują i jest dobrze, to jest dobrze dlatego, że interweniują. Pogląd ten bardzo często pozostaje przed długi czas ukryty w mentalnych dyspozycjach, w pewnego rodzaju nieświadomości, kształtując ludzkie zachowania. Bezpodmiotowy głos szepcze nam do ucha, że świat bez USA byłby skąpany w morzu krwi po niegasnących konfliktach zbrojnych. Wobec tego, pragniemy pokoju. Zgadzamy się na „wojnę o pokój”. Im mniej wiemy, tym wygodniej żyjemy, dając się bezwiednie formować i dookreślać. Jedynym ontycznie spójnym rozwiązaniem nieuświadamianego impasu jest krytyczne podejście do pozornie „niewinnych” reprezentacji. Jest to pierwszy i najważniejszy zarazem krok. Mały dla człowieka, wielki dla teorii dekonstrukcji i poważniejszego potraktowania opozycyjnie zbudowanego i wzajemnie wykluczającego się konstruktu, idei nawet, „wojny o pokój”.
- Augé Marc, 2010. Nie-miejsca. Wprowadzenie do antropologii hipernowoczesności, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.
- Golinczak Michalina, 2008. Postkolonializm: przed użyciem wstrząsnąć!, w: „Recykling idei”, nr 10.
- Lazarus Neil, 2008. Studia postkolonialne po inwazji na Irak, w: „Recykling idei”, nr 10.
- Roy Arundhati, 2005. Algebra bezgranicznej sprawiedliwości, Poznań: Zysk i S-ka.
- Said Edward, 2005. Orientalizm, Poznań: Zysk i S-ka.
- Virilio Paul, 2008. Prędkość i polityka, Warszawa: Sic!
Bibliografia:
Bitwa w Mogadiszu (1993), „Wikipedia”, dostęp 14 czerwiec 2011, http://pl.wikipedia.org/wiki/Operacja_w_Mogadiszu
„IMDb”, dostęp 14 czerwiec 2011, http://www.imdb.com/title/tt0265086/quotes
| 1 | 2 |
Notka o autorze tekstu:
Przemysław Jankowski - doktorant w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Zainteresowania badawcze oscylujące wokół antropologii religii, systemowo postrzeganego ateizmu oraz analizy narracji komiksowych i problematyki sensotwórczej.
Komunikaty
Etnologia.pl
czasopismem
Pragniemy poinformować, iż z dniem 31.03.2010 roku decyzją Sądu Okręgowego w Poznaniu Wydział I Cywilny strona internetowa www.etnologia.pl została zarejestrowana jako czasopismo pod tytułem Etnologia i wpisana do rejestru Dzienników i Czasopism Sądu Okręgowego w Poznaniu pod numerem RPR 2613.
Serwisy powiązane tematycznie
O Ludach Północy

Arktyka.org - informacje o rdzennych ludach zamieszkujących obszary Arktyki i terenów subarktycznych. Historia, kultura, teraźniejszość.
Indianie Ameryki Pn.
Indianie.org.pl - kultura, sztuka i tradycja Indian Ameryki Północnej - teksty, galerie fotografii, krótkie prezentacje filmowe i muzyka.

